Miałem kiedyś tak wielkie marzenia
Przy których Mount Everest jest kupką piasku
Zagubiłem ich sens przez życzenia poklasku
Teraz inny sens istnienia
Były pasje i samodoskonalenie wciąż
Chciałem być silny i mądry
Lecz nałóg, zwykle jak szkodnik
Każdego marzyciela niechciany mąż
Nie starałem się, bo po co robić coś więcej
Teraz skutek, słaba praca i serca ból
Wtedy myślałem, że żyję jak król
Dzisiaj powiem, że marzę o czymś jeszcze
Niepotrzebnie zaniedbałem sprawy
O których każdy za dziecka pamiętał
By kimś zostać wystarczy zachęta
Ja wolałem więcej dobrej zabawy
Potem powrót do sportu, bo miałem cel
Z boku to wyglądało niczym feniks z popiołów
Marzyłem o koszulce z miasta aniołów
Lecz charakter wbrew sumieniu uważał to za blef
Nie mam nic dzisiaj, pieniądze to tylko rzecz na wydatki
Stare wspomnienia, zajęcia i przyjaźnie
Były, nie ma ich, nie zniknęły specjalnie
A były po prostu skutkiem głupoty, teraz toną już w matni ..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz