środa, 9 września 2015

Poznałem cię w świetle gwiazdy tajemnicza
gdy księżyc miał swą pełnię, a pusta była ulica
Pokochałem twe promienne niewinne lica
I oczy których głębi nikt jeszcze nie zliczał

Marzyłem - kiedyś inny będzie czas - wspólny
Lecz z pól samotności nie wyszliśmy znów my
Patrzyłaś na mnie, ja na Ciebie - To wzrok był smutny
Ja nie chciałem się wiązać przed wyjazdem - wybór trudny
Do teraz żal targa moimi emocjami
Zaiskrzyło wtedy coś na pewno między nami
Byliśmy sami, przez Amora wybrani
I chciałem być szczęśliwy z tymi smutnymi oczętami
Nie miałem Ci szansy wtedy tego powiedzieć
I choć świat jest pełen niedopowiedzeń
Nie zamienił bym tamtych wspólnych zwierzeń
Choćbym miał zaniechać moich wierzeń

Nie łatwo mi to mówić ale miłość iskrzy
Chciałem być z tobą, lecz nie miałem ikry
Lecz wystarczy tylko pół iskry
By to uczucie nie wygasło już nigdy

Potem siedziałem tam, smutek targał mną co noc
Gdy sceneria przypominała tak znajomą
Fauna z florą przypominały Ciebie obok
Byłem samotny jak na niebie niejeden obłok
Nie ma co żalu dusić powtarzałem to wokół
Przez to by zapomnieć wspomnienia zapijałem je w opór
Amor zakopał łuk, niestety nie ja miłości topór
Myśląc co przegapiłem, upijam się znów w opór
Pewnie tego słuchasz i domyślasz się że to o Tobie
Wciąż wspomnienia, wiesz jak dobrze jest mi przy Tobie
Nie czułem się tak przy żadnej innej osobie
I pewnie nie poczuję póki nie pochowają mnie w grobie
Miłość do grobowej deski? Śmieszna sprawa
Kto kocha, nie żałuje życia- to naturalne prawa
I choć w tym wieku prym wiedzie nam zabawa
Ja pragnę kochać Cię - daj mi do tego prawa

Nie łatwo mi to mówić ale miłość iskrzy
Chciałem być z tobą, lecz nie miałem ikry
Lecz wystarczy tylko pół iskry
By to uczucie nie wygasło już nigdy

Z czasem pewnie już mnie nie poznasz miła
z innym człowiekiem nie chcę byś przy ołtarzu skończyła
Lojalność ? Po tym można uczucie poznać
Lecz nie sugeruję że mi musisz się wbrew sobie oddać
Chociaż myślałem wiele, że już zatrę to wspomnienie
Wraca jak widzę pod twymi oczami cienie
Wnet uczuć ciernie jakby na duszy skinienie
Pokazują mi że tworzymy razem bezmiar, pełnię
Do dzisiaj pragnienie Ciebie przepełnia moje ciało
Samodoskonaląc siebie myślę, dla niej to za mało
Ja nie wiem sam dlaczego tak błacho to się stało
Że dwa umysły i dwie dusze znaczyły to samo
Pewny jestem tylko, że choćby nie wiem jak skończę
Mogę dla Ciebie rzucić w ogień nawet cały świat, proszę
Tylko o jedno, nie odrzucaj tych wspomnień piękna
Dusze dwie, jeden wieczór, uczuć bezmiar...

niedziela, 5 lipca 2015

Ten świat podlega teraz prawu swemu
Narzucają nam reguły, sami nie wiemy czemu 
Mydlą oczy, że źli tylko syjoniści i babilon 
Byś tu nie narzekał że w kieszeni tylko bilon 

Pieniądze nie są ważne, lecz tu nie wiedzieć czemu 
Jak bank na koncie nie ma to dom bierze bez problemu
Wmawiają proste prawdy byś się szerzej nie otwierał
Twoje ciało, dla nich to jest tylko karoseria 

Darmowa opieka medyczna, daj spokój
Gdy upadniesz,nie będzie miał kto Ci pomóc 
Choć ledwo oddychasz, jak po biegu na setkę 
lepiej zemdlej, do nieprzytomnych masz karetkę 

I złotych dwieście za pobyt w hotelu śmierci, 
płacisz za opiekę marną, gdy bez koperty
Nie bój się sekty tylko tych najbardziej znanych
Na szczycie dzisiaj tylko skurwiele i chamy



Witam Cię w życiu które nie kończy się szybko 
Tu scenariusz piszesz sam, nie Hitchcock
Każdy chce byś żył szybko, żyj po swojemu 
Niezależnie od innych, wyżej od swych problemów



Gdy kreatywny jesteś to próbują zabić pasję 
Jak zabili go na krzyżu, pewnie oglądałeś Pasję
Na wstęp masz darmową edukację
Byś mógł służyć każdemu, od baru po korporację

I zrób licencję na cały świat ten
By twoją osobowość tu zamknąć w klatce
Wmawiają też że tolerancja jest priorytetem
Zrównali już wyjątkowość i nazwali parytetem

A walką o równe prawa śmiali nazwać przywileje
By ten co nie zasłużył był nazwany bohaterem
I bezrozumnie próbują wmówić do głów dzieci
Że płeć to nie jest zdefiniowana do śmierci

Banda chamów, a co chciałeś, w końcu głosujesz
Za co dostajesz podwyżkę cen i mniej kupujesz
I tu nie chodzi o te marne dwadzieścia złotych
Tak żyją miliony i to jest kierowane do nich



Witam Cię w życiu które nie kończy się szybko 
Tu scenariusz piszesz sam, nie Hitchcock
Każdy chce byś żył szybko, żyj po swojemu 
Niezależnie od innych, wyżej od swych problemów



Zawsze byliśmy narodem nad miarę walecznym
Odbiliśmy najazd ruskich, niemców i szwecji
Teraz nie mamy siły odbić od elity władzy
Sądząc po wyborach, masochistą jest prawie każdy

A młody człowiek, po co ma iść do urny
Większość nie wierzy w przemianę, bo to ruch durny
Została garstka, a oni mają wielką siłę
Postaw przed nich spartan, nie ostaną Termopile

To nasza duma, cała patriotyczna Polska
Ruch który nie zasłynął z postaw, a powstań
Bóg honor ojczyzna to ich styl życia, nie hasło
Ludzi których duch nie gaśnie, jak gwiazd światło

Pragniemy lepszego jutra, jak każdy człowiek
By nie martwić się, że nas nie stać na cokolwiek
I by to się działo pod białym orłem z koroną
A nie z dala od domu, chociaż wiem gdzie jest Sztokholm

https://www.youtube.com/watch?v=u5ljBDBDSic

https://www.youtube.com/watch?v=Tn1bWwFmiXU

sobota, 24 stycznia 2015

Nie mam marzeń, bo po prostu się nie spełnią
Mam pragnienia, połączyć szarość życia z jego pełnią
I czasu brak wciąż, jak każdy, bo to nie własność
Tylko nasza jest radość, która daje myśli jasność

Dostaliśmy dar od kogoś, może Boga lub ich wielu
By móc żyć dziś pełnią życia, nie mieć od początku celu
W tym nam pomóc chciał niejeden, myśląc za nas, nami rządząc
Ja mam cel, choć jest trywialny, pragnę sam osiągnąć godność

niedziela, 11 stycznia 2015

Limit

Jak kokaina, uzależnia życie
Choć sensu brak w naszym bycie
I nie stawiamy niczego ponad to
Gdyż poświęcenie go byłoby stratą

Niektórzy jednak lubią igrać
Swą duszę stawić, by więcej wygrać
Dla nich to cel, osiągnąć więcej
W głębi, każdy udowadnia reszcie

I nie ważne jak długo to potrwa
Kończy się życie, kto tyle dotrwa
By przez własną głupotę, charakter
Nie odejść zbyt młodo, na zawsze

Nie ważne to gdzie i kto tak czyni
To bardzo ciekawe, że stajemy się nimi
Bo nie mamy granic, sami je wyznaczając
Granicą jest śmierć, co nie mówi, dobranoc


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Dlaczego tutaj jesteś

Żaden ze mnie bloger modowy, facet odlotowy, ni zabawny, ni to mądry, a co dopiero artysta. Jednak skoro już jesteś na tej stronie, to pragnę zająć Ci czas najlepiej jak tylko potrafię. Pewnie zastanawiasz się po co ten cały, okrutny dla oczu, wstęp o niczym i nie wiesz dlaczego jeszcze jesteś na tym blogu. 


Jak sama nazwa wskazuje, jesteś teraz w surrealistycznej rzeczywistości, która ma wiele wspólnego z realną. Dlaczego surrealistycznej? Ponieważ każdy tekst napisany przeze mnie to fikcja. Teksty te mają zaś związek ze światem realnym przez emocje jakimi się kierowałem podczas pisania każdego wersu. Każdy człowiek ma gdzieś głęboko w sobie potrzebę podzielenia się swymi odczuciami, talentami, problemami, wyczynami. Niedawno uświadomiłem sobie, że to działa w obie strony. Pragnę wam przedstawić mój świat, przez który możecie poznać moją naturę ;) Mam ogromną nadzieje, że komuś spodoba się to co robię i sprawdzi czasami, czy nie ma czegoś nowego.
Miłej lektury :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Bo kocham ...

Dziś uświadomiony, nie siedzę w żałobie
Niczym płaczki z mitologii na grobie
I nie opłakuję, bo nie mam już czego
Od braku, brak czegoś lepszego

Głowa ma czysta, myśli płynniejsze
Życie wcale nie jest piękniejsze
Jest tylko tu większa skala szarości
Od przezroczystości, do czerni garści

Patrzę na świat i nie pławię się wcale
Bo nie ma po co upajać się w szale
Miłość istnieje i w tym trzeba trwać
Szkoda, że niektórzy lubią miłość grać

Tak bywa i w tej krótkiej chwili
Młodzi, starzy znów się poróżnili
A ja nie mam problemów tej natury
Bo kocham kochać, a to nie bzdury.

niedziela, 14 grudnia 2014

niedokończone

Zakłopotany, wystraszony, strzęp człowieka 
Szuka odpowiedzi, kiedy przyjdzie pociecha 
Jak długo jeszcze musiał będzie sobie wmawiać 
Że szczęście samo przyjdzie, a on nie chce nic ponaglać 

Bez wiary w siebie, zamknięty niczym brama 
Kłębek nerwów, sprawa nie do rozwikłania 
Kolejne deszcze, jak promienie słońca znosi 
nikomu nic nie mówi, lecz o rychły koniec prosi

Ta alienacja, dominacja siebie, na bok odłożone wpływy
Pozwalają mu dostrzec wcześniej pomijane negatywy 
I to że że zmienić się pragnął od zawsze bardzo
Lecz wydawał kolejne sto, by dalej brnąć w to bagno