Wszystkie marzenia odstaw do lamusa
Przytul, niech ściśnięte będą oba płuca
Razem jesteśmy siebie tylko warci
Miłością karmieni, kłótniami zdarci
Niczym kosa która uderzyła w kamień
Dalej dzielnie służy i nie widać tego na niej
Lecz pewnego dnia gdy nie będzie naostrzona
Odejdzie chęć koszenia i w niepamięć ona
Przechodząc do sedna kosa to ludzka namiętność
Miejsce gdzie łatwo wyhodować piętno przez złość
On walczy o swoje mówiąc : Róbmy co kto lubi
Ona szepnie cicho, że miłość pozostawia smugi
Po chwili dłuższej odcięci niby w zamkach
On już przy kieliszku, u niej drinki w szklankach
Czy to w akcie buntu, częściej ze złości
W gruncie rzeczy przez uczucie samotności
Odczucie porzucenia, kogo to wina jest
Walka się zaczyna i rozpoczął się manifest
Kto bardziej kochał i kochać będzie zawsze
Czy pogodzą się przy śniadaniu i kawce
Tego nie wiem i nikt już nie przewidzi
Najlepszym wtedy jest ten kto to widzi
Rozstanie, samotność, żal, brak chęci bycia
Potem wiara w lepsze jutro niż jest dzisiaj
Dotyka ona każdego z nas, na chwilę
Czy na dłuższy czas, po tym jak niemilej
Dla mnie mianem wstępu i w sumie zakończenia
Jeszcze nie znalazłem i nie chcę powodzenia
Kocham nie wiem kogo, jestem sam, nie ma nas tu
Jak zegar na ścianie potrzebuję tylko czasu
I czekam, bo jeśli kocha się kogoś szczerze
To nie walczy się głupio tylko oczekuje w wierze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz